Tematy kluczowe: WOŚP; co dalej z „Czasem Dopiewa”?; prognozy AI.
Dziś
znowu trochę filozofii i refleksji z mojej strony. Przed nami kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej
Pomocy. Święto dobroczynności, empatii i szczodrości. Czy rzeczywiście?
Od razu muszę zaznaczyć, że nie jestem przeciwniczką takich akcji, jeżeli niosą ze sobą pozytywne efekty. Pytanie, na ile akcja ta – mam tu na myśli społeczeństwo – wynika z empatii, a na ile jest próbą zagłuszenia sumienia? Nawet nie, bo większość nawet nie jest zdolna do najprostszej refleksji. Uważam, że w większości przypadków, jest to wyłącznie okazja do pokazania, jacy to jesteśmy wspaniali.
Zadałam sobie pytanie, ile pieniędzy zebrano w ciągu 33 finałów i jak to, przekłada się na dobroczynność? Z dostępnych informacji wynika, że w ciągu 33 lat zebrano łącznie niecałe 2,58 mld złotych. Kwota wydaje się imponująca.
Jeżeli podzielimy ją przez ilość lat oraz liczbę mieszkańców naszego kraju, to okazuje się, że na jedną osobę przypada ok. 70 złotych, czyli 2,1 złotego rocznie. Pomijam tu fundusze, zebrane w innych krajach. Za te pieniądze można kupić co najwyżej 2 bułki. Rzeczywiście jest to szczodrość, że „klękajcie narody”.
A teraz druga strona medalu. Ile przez ten okres społeczeństwo w swojej masie ukradło (nie bójmy się tego słowa) publicznych pieniędzy? I to biorąc pod uwagę wszystkie warstwy społeczne, od zwykłych szaraczków począwszy, na najwyższych szczeblach władzy skończywszy.
Zjawisko kradzieży publicznych pieniędzy ma wiele twarzy. Jest to np. wykonywanie usług bez wystawiania rachunków, praca na czarno, lewe zwolnienia lekarskie, oszustwa vatowskie, fikcyjne bankructwa i etaty, jak i sposób zatrudniania pracowników (przy pełnowymiarowym czasie pracy i zarobku, a umowa na ½ lub 1/3 posadki), ale i kradzieże miliardów w majestacie prawa, jak to robił PiS przez ostatnie 8 lat. Zresztą żadna ze stron politycznych, nie jest bez winy. Wystarczy wspomnieć rozliczenia posłów, korzystających z własnego samochodu. Sposobów wyprowadzania publicznych pieniędzy są setki, o ile nie tysiące. Nie podejmuję się wymienić, nawet części z nich.
Gdyby zliczyć wszystkie środki publiczne, jakie przez te 33 lata zostały wyprowadzone do prywatnych kieszeni, to okazałoby się, iż są to biliony złotych. Z tych pieniędzy, można by zbudować od podstaw wszystkie szpitale i przychodnie wraz z wyposażeniem w Polsce i jeszcze zostałoby sporo na ich utrzymanie.
Jak wygląda dobroczynność w rzeczywistości, podam jeden przykład. Najbogatszym człowiekiem na świecie, był swego czasu Andrew Carnegie. Jego majątek, w obecnych cenach, szacowany był na ponad 300 mld $. Był również cenionym filantropem, a na cele dobroczynne przeznaczył podobno ok. 350 mln $. Stanowiło to ni mniej, ni więcej, tylko 1 promil jego majątku.
Zatem podsumowując, proponuję trochę wstrzemięźliwości i refleksji, chociaż zdaję sobie sprawę, że jest to „głos wołającego na puszczy”. Zbliżający się finał WOŚP będzie kolejną okazją dla wójta i radnych do pokazania siebie w pozytywnym świetle. Część z nich, zapewne będzie chodziła z puszkami i ustawiała się do zdjęć w celu promocji, oczywiście siebie.
Drugi temat, dotyczy pluralizmu w oficjalnych mediach gminy Dopiewo. Kilkakrotnie już pisałam na ten temat, m.in. tutaj - https://blogdopiewo.blogspot.com/2026/01/moje-dylematy-dotyczace-wojta-gminy_14.html, ale chcę jeszcze raz do tematu powrócić.
Wielokrotnie podchodziłam do przesłuchania fragmentu nagrania listopadowej Sesji i wreszcie się przemogłam. Przyznam, że coraz trudniej przychodzi mi słuchać bełkotu, który „wylewa” się ze wszystkich stron. Chyba mam coraz większą „alergię” na głupotę i złą wolę.
Kilka dni temu, usiłowałam na YouTube odsłuchać wywiad, jaki przeprowadziła Renata Grochal z Przemysławem Czarnkiem. Mimo, iż trwał on kilkanaście minut, nie byłam w stanie odsłuchać do końca tych bredni, które próbował on - narzucić prowadzącej wywiad.
Podobnie jest na naszym lokalnym podwórku. Poziom głupoty, manipulacji i złej woli jest coraz większy. Koteria, „trzęsąca” Gminą, coraz bardziej próbuje uciszyć przeciwników i narzucić swoją narrację. Jednym ze sposobów jest zablokowanie dostępu do „Czasu Dopiewa”.
Cała ta „dyskusja”, jaka miała miejsce w punkcie, dotyczącym wolnych wniosków, to totalne pomieszanie z poplątaniem. W ocenie np. radnego Leszka Nowaczyka, dopuszczenie opozycji na łamy „Czasu Dopiewa”, to jakaś polityka partyjna. Zasugerował on, że ponieważ wójt Sławomir Skrzypczak wygrał wybory, to tylko on ma prawo decydować, co będzie się ukazywać w prasie lokalnej. Sam sobie jednak zaprzeczał, przypominając, że były wójt Paweł Przepióra zachęcał do publikowania tekstów przez wszystkie strony, także radnych opozycyjnych. Nie wiem, na jakiej podstawie wygłosił tezę, że radni opozycyjni chcą publikować tematy polityczne? Zastanawiam się, co pod tym hasłem rozumiał? – może tematy ogólnopolskie. Ponadto zakodował sobie, że radni mogą występować tylko jako klub i w związku z tym, osoby nie należące do żadnego klubu, nie mają prawa do publikacji swoich tekstów.
Radny Piotr Strażyński jednoznacznie stwierdził, że chodzi o dostęp do „Czasu Dopiewa” przez radnych Gminy a nie poszczególne kluby.
Na koniec „dyskusji”, głos zabrała zastępczyni wójta Aleksandra Rutyna. Wzniosła się ona na szczyty elokwencji, próbując uzasadnić odmowę dostępu do prasy, radnym opozycji.
Stwierdziła, cofając się do „Echa Dopiewa”, że czasopismo prowadzone jest w tej samej konwencji, jak w poprzednich kadencjach. To, że przez kilkadziesiąt lat prasa była „tubą propagandową” wójta, nie oznacza, że tak ma być w dalszym ciągu. Zresztą były w tym zakresie odstępstwa, o czym pisałam wcześniej.
Nie bardzo rozumiem, co do meritum sprawy ma fakt, że wójt Sławomir Skrzypczak odpowiada za przetargi na składanie, druk i kolportaż gazety. Wójt nie ponosi kosztów wydawania prasy i nie jest jej właścicielem – jest ona finansowana ze środków publicznych.
Kolejnym absurdem, ze strony zastępczyni Aleksandry Rutyny jest stwierdzenie, że ponieważ uchwała z 2014 nie wymienia klubów radnych, to nie mogą one publikować swoich tekstów. Uchwała nie zabrania klubom publikacji, a zgodnie z ustawą Prawo przedsiębiorców:
Prawo to, można z pewnością rozszerzyć na inne dziedziny aktywności. Ponadto, brak takiego zapisu nie przeszkadzał wójtowi Pawłowi Przepiórze na opublikowanie tekstu, firmowanego przez radnych z klubu JesteśMY na Tak. Fakt ten został zatajony, jak już pisałam wcześniej, przez referującą Aleksandrę Rutynę i radnych: K. Kołodziejczyka, K. Krzywosądzkiego i P. Milera – oczywiście obecnych na w/w Sesji. Dlaczego w/w radni dopuścili do tuszowania faktów? Przecież miesiąc wcześniej (październik) radny Krzysztof Kołodziejczyk, na swoim profilu fb, podniósł histeryczny apel: STOP MANIPULACJI faktami/informacjami w mediach, zresztą bezpodstawnie, więcej tutaj - https://blogdopiewo.blogspot.com/2025/10/stop-manipulacji-na-blogu-spoecznym.html. I znowu dopadło rozdwojenie jaźni? Mówimy jedno, a robimy drugie?
Natomiast rozumiem, po co Aleksandra Rutyna w swej wypowiedzi cofała się do czasów wójta Andrzeja Strażyńskiego, gdy przewodniczącą Rady Gminy była Zofia Dobrowolska. Po to tylko, aby udowodnić, że po jednym z tekstów przewodniczącej RG, były wójt podjął z nią polemikę - podobnie jak Paweł Przepióra kilkanaście lat później – co w swoim monologu, pominęła. Zastępczyni wójta, chodziło przede wszystkim o przekazanie informacji, że ówczesny wójt Andrzej Strażyński był przeciwny takiej formie dyskusji i nazwała to „przerzucaniem piłeczki”. To, że on był temu przeciwny, nie oznacza, iż miał rację.
Czyżby Andrzej Strażyński, w tym konkretnym wypadku, stał się wyrocznią dla pani Rutyny? I czyżby nie zauważyła, że na tym właśnie polega demokracja, że przeciwne strony wymieniają się argumentami? Natomiast, demokracja nie polega na zatajaniu prawdy przed opinią publiczną – czego się dopuściła zastępczyni Aleksandra Rutyna.
Zastępczyni Aleksandra Rutyna na koniec stwierdziła, że publikowane w „Czasie Dopiewa” artykuły nie są cenzurowane. Trudno cenzurować teksty takie, jakie ukazują się obecnie w tym periodyku. Większość z nich ma charakter hurraoptymistyczny, zgodny z oczekiwaniem włodarzy. Nie znam przypadku, żeby pojawił się krytyczny komentarz, negujący działania władz. Już kolei urzędnicy, przygotowujący teksty, stosują autocenzurę.
Ponadto trudno cenzurować przepisy kulinarne (chociaż błędy gramatyczne z przepisu Gospodyń z Trzcielina – należało usunąć), reportaże z pikników czy imprez sportowych.
Stanowisko, przedstawione przez Aleksandrę Rutynę potwierdza, że jedynym celem obecnych władz, jest zachowanie monopolu w dziedzinie informacji publicznej.
Powiem szczerze, że w tej chwili już nic nie rozumiem, ponieważ ze słów zastępczyni Aleksandry Rutyny wynika, że radni mogą publikować swoje teksty jako radni, ale nie jako klub. Z jednej strony - mamy uchwałę odmawiającą klubowi dostępu do gazety, a z drugiej - jest zaproszenie dla radnych do współpracy.
Sądzę, że zupełnie niepotrzebnie głos zabrał radny Przemysław Miler. Potwierdził on stare powiedzenie, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Najwyraźniej zapomniał, albo nie chciał przypominać sobie, że w poprzedniej kadencji, walczył o to samo, o co obecnie toczy bój klub KO. Dotąd myślałam, że chociaż radny Przemysław Miler, jako jedyny z klubu JesteśMY na Tak, zachował trochę szacunku dla wyborców – jednak myliłam się.
Podsumowując, była to wyjątkowo niesmaczna dyskusja. Zastępczyni wójta Aleksandra Rutyna popełniła błąd konfirmacji, poprzez dopasowywanie informacji do potrzeb chwili. Sięgnęła po fakty z lat 2006-10, przy jednoczesnym ignorowaniu tych z 2023 r. – bo przecież przeczyłyby, sensowi odrzucenia wniosku radnych z klubu KO.
Myślę, że radni opozycyjni nie złożą broni. Najlepszym rozwiązaniem będzie przygotowanie tekstu i przesłanie do redakcji „Czasu Dopiewa”. Wówczas przekonamy się, jak w praktyce wygląda demokracja w gminie Dopiewo i jaką wartość, mają słowa wypowiedziane przez wójta Sławomira Skrzypczaka: nie mam nic do ukrycia.
Na koniec coś z innej beczki. Trochę dla żartu spytałam sztuczną inteligencję, co sądzi o przyszłości naszej cywilizacji. Jak wiadomo, AI nie kieruje się emocjami czy kunktatorstwem, tylko opiera się na dostępnych zasobach wiedzy. Przyznam, że nie bardzo mnie ta odpowiedź zaskoczyła. Obserwując dzisiejsze społeczeństwo globalne, prognoza jest, w moim przekonaniu, trochę nadmiernie optymistyczna:
To tyle na dziś. Następnym razem chyba poświęcę artykuł planowaniu przestrzennemu, bo tu się dużo dzieje, tylko niekonieczne to, co powinno.
Obserwatorka
I (Pierwsza)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz