sobota, 18 kwietnia 2026

Czy w gminie Dopiewo mamy jeszcze dziką przyrodę?

 

Odpowiadając na tytułowe pytanie, odpowiem, że pozostało jeszcze trochę dzikiej przyrody, ale jest ona coraz bardziej zagrożona. Dziś chciałam powrócić do tematu, który wielokrotnie już poruszałam. Powodem jest to, że wiele osób ciągle nie rozumie, iż to człowiek jest zależny od środowiska, a nie odwrotnie. Jeżeli zniszczymy środowisko naturalne, a większość działań idzie w tym kierunku, to wydamy na siebie wyrok. Wkrótce ziścić się mogą obrazy apokalipsy, dostępne w sieci:

Do ponownego podjęcia tematu, sprowokowało mnie zdjęcie stawu w Trzcielinie, opublikowane na oficjalnym profilu gminy Dopiewo:

Wielu osobom przedstawiony krajobraz się spodobał, ale nie wszystkim. Niektórzy chcieliby widzieć teren uporządkowany,  z jakim mamy do czynienia np. w Dopiewie:

Staw w Dopiewie to pustynia ekologiczna, prawie pozbawiona życia. Rachityczna trawa i mizerne krzaczki, oczywiście iglaste, to kpina ze zdrowego rozsądku. Zastanawia mnie, co niektórzy widzą w tym pięknego. Dla mnie jest to basem przeciwpożarowy, mający udawać staw. „Twórcą” tego dzieła, jest nie kto inny, jak ówczesny wójt Adrian Napierała, który za swoje „zasługi” otrzymał nawet tytuł Ekojanosika. Nie wiem, czy była to kpina z obywateli, czy może całkowite zaślepienie tych, co ten tytuł przyznali? W moim odczuciu, zmarły Wójt był jednym z większych szkodników naszej gminnej przyrody, chociaż w dalszym ciągu, wielu próbuje go gloryfikować. Pojawiły się nieoficjalne sugestie, aby mityczną drogę z Dopiewa i Dopiewca do Więckowic, nazwać jego imieniem. Pomysłodawcom, gratuluję swoistego poczucia humoru. Chociaż większość myślących mieszkańców Gminy, twierdzi, że droga ta nigdy nie powstanie - popieram.

Wracając do stawu w Trzcielinie, jest on przykładem tego, co potrafi zrobić natura, gdy ludzie jej nie przeszkadzają. W ciągu 20-30 lat, przywróciła teren do stanu dzikości. W przestrzeni publicznej pojawiła się nowa koncepcja przywracania przyrody, zwana rewildingiem, której wprowadzenie coraz głośniej postulują naukowcy:

Nie należy tego traktować, jako chwilowej mody, bo od zachowania środowiska naturalnego zależy przyszłość naszych dzieci i wnuków.

Na temat stawu w Trzcielinie, pisałam co najmniej dwukrotnie, po raz pierwszy w 2016 r., prawie 10 lat temu - https://blogdopiewo.blogspot.com/2016/05/gmina-dopiewo-okiem-obserwatorki-i-nowa.html. Wówczas to zauważyłam, wygrzewające się w słońcu, żółwie błotne. Czy mogłyby one żyć w stawie przy ul. Strażackiej w Dopiewie? – raczej nie, szybko padłyby z głodu.

Pisząc w 2016 r. powyższy tekst, nie posiadałam tylu informacji co dziś, a i moje podejście do środowiska, nieco się zmieniło. Dziś wiem, że staw nie jest własnością Gminy, co może być dobrą wiadomością. Przynajmniej włodarze nie będą mieć zakusów (a są tacy, którzy każdą głupotę przyjmą za dobrą monetę), żeby pod wpływem opinii publicznej, utworzyć kolejny basen ppoż. Z kolei, obecny właściciel raczej nie będzie inwestował w utworzenie tam ścieżek parkowych.

Druga sprawa, dotyczy ewentualnej ingerencji w środowisko. Jeszcze 10 lat temu, uważałam, że martwe drzewa szpecą krajobraz. Dziś wiem, że nie powinno się ich usuwać. Stanowią one siedlisko dla innych gatunków roślin i zwierząt, a ponadto z czasem ulegną rozkładowi.

Dlatego zupełnie nie mogę się zgodzić z głosami mieszkańców, którzy ubolewają, że staw w Trzcielinie jest zaniedbany. On nie jest zaniedbany, tylko przywrócony naturze i tak powinno pozostać.

Uważam, że stawem powinien jak najszybciej zainteresować się RDOŚ i objąć go, jakąś formą ochrony. Prawdę mówiąc, nie bardzo w to wierzę, ponieważ sprawczość naszych organów władzy, jest katastrofalna.

Moją uwagę, zwróciła zmiana podejścia niektórych mieszkańców do sprawy zieleni. Mam tu na myśli, krótki wpis administratora profilu fb Skórzewo360, który z niepokojem pisze o wycinaniu drzew i krzewów na prywatnych posesjach:

Wpis ten spotkał się z krytyką niektórych komentatorów, że to władze Gminy, powinny troszczyć się o środowisko, a nie mieszkańcy. Trudno się z tym stanowiskiem zgodzić. Ochrona przyrody, to obowiązek każdego obywatela. Najłatwiej przerzucić odpowiedzialność na władze. Ich starania nic nie dadzą, jeżeli społeczeństwo będzie postępować w sposób barbarzyński.

Niestety, póki co, zarówno włodarze, inwestorzy, jak i mieszkańcy, traktują środowisko naturalne w sposób przedmiotowy. Przykładem może być działka nr ewid. 226/37 w Dąbrowie - https://blogdopiewo.blogspot.com/2026/02/komisja-rolnictwa-adu-przestrzennego-i.html. Jest ona przykładem, jak natura zagospodarowuje miejsca, w których brak ludzkiej ingerencji. Stała się ona oazą dzikiej przyrody.

Wkrótce jednak może się to zmienić, ponieważ na ostatnim posiedzeniu Komisji Rolnictwa, omawiano projekt uchwały o przystąpieniu do opracowania planu zagospodarowania dla w/w działki, w kierunku przeznaczenia jej pod działalność przemysłową:

Jest to klasyczny przykład współczesnego barbarzyństwa, które doraźny zysk stawia ponad wszystko. I to w majestacie prawa.

Nie znam przebiegu posiedzenia Komisji, protokół nie został udostępniony. Interesuje mnie przede wszystkim, co na temat przekształcenia w/w nieruchomości, miał do powiedzenia radny z Dąbrowy, Przemysław Miler?

Stan środowiska w tej wsi (jak i w całej Gminie), staje się coraz bardziej katastrofalny. Inwestorom przeszkadza praktycznie każda zieleń, czego przykładem może być ul. Piaskowa w Dąbrowie. Na jednej z nieruchomości, przeznaczonych pod działalność gospodarczą rósł las:

który w 2025 r. został wykarczowany:

Szerokość pasa leśnego wynosiła ok. 11 m szerokości. W tym miejscu, nie da się niczego zbudować, co najwyżej parking. Czy wycięcie tego lasu było konieczne? – mam wątpliwości.

Podsumowując, jeżeli w gminie Dopiewo, dominować będzie kult pieniądza i zysku za wszelką ceną, to wkrótce ślady przyrody dostępne będą tylko w takiej formie, jak poniżej:

Aby nie kończyć w tak minorowym nastroju, mały pozytywny obrazek. Kilka dni temu, przy ul. Bukowskiej w Dopiewie, na wysokości placu zabaw, posadzono trzy drzewka:

Zapewne mają one zrekompensować, usunięte jakiś czas temu, dwie stare wierzby. Niewykluczone, że decyzję podjęto pod wpływem moich wcześniejszych sugestii. Trzeba przyznać, że nasadzeń dokonano w sposób profesjonalny:

i zrezygnowano z tzw. mioteł, które błyskawicznie schły, a mimo to do niedawna, były jedynym materiałem nasadzeniowym w Gminie:

Jak mówi stare przysłowie, „jedna jaskółka wiosny nie czyni”. Inne jednak stanowi, iż „lepszy rydz, niż nic”. Póki co, dewastacja środowiska postępuje znacznie szybciej, niż jego ochrona.

Obserwatorka I (Pierwsza)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz